poniedziałek, 3 lipca 2017

Kiszone ogórki

Kiszenie jest fajne! A najsmaczniejsze są samodzielnie ukiszone ogórki. Właściwie to nie ma co o kiszeniu pisać. Nie ma tu żadnej tajemnicy. Ot – ogórki, woda, sól, czosnek, koper i tyle. Ale diabeł twki w szczegółach! Najważniejsza jest czystość.



Ok. 3 kg małych ogórków dokładnie wymyć. Na dno słoja ułożyć trochę kopru, włożyć ogórki, dodać główkę czosnku – nie w całości – obrać i zgnieść. Na koniec przykryć koprem. Zalać wystudzoną przegotowaną wodą (lub nieprzygotowaną, o ile czysta) doprawioną porządną, kamienną solą. 3 płaskie łyżki na 4 l wody.




Zalać tyle, żeby wszystko było przykryte wodą, bo się zepsuje. I czekać. Już za 3-4 dni można wyciągać pierwsze ogórki, ale najlepsze SĄ tak po około tygodniu. Pasują do wszystkiego!



niedziela, 5 czerwca 2016

KNEDLE Z TRUSKAWKAMI

Danie absolutne!
Trudno o coś lepszego. Furda tam wszystkie smakołyki świata!



Bierzesz:
ok 1,5 kg ugotowanych ziemniaków (starych, nowe mają za dużo wody), zgniatasz jak na puree
ok. 1 szkl. mąki
1 łyżkę mąki ziemniaczanej
1 jajo

I zagniatasz ciasto.


Sztuka jest w tym, żeby za twarde nie było, bo gniot wyjdzie. A jak za miękkie z kolei, to się nie sklei, albo rozpłynie w gotowaniu.
A tu tymczasem ma być po ugotowaniu - jak chmurka.

Potem trzeba porobić takie kulki, z truskawką w środku.
Jak truskawki kwaśne, to trochę cukru do środka dać.



No a potem gotować we wrzątku kilka minut, aż nie wypłyną do góry.
Wyjąć i jeść, polane przyrumienioną bułeczką lub ze śmietaną, albo z jednym i z drugim, posłodzone troszkę.

Niedzielny obiad jak ta lala!

Nie znam nikogo komu nie smakuje!

No może oprócz kilku naprawdę dziwnych ludzi ;-)












sobota, 28 maja 2016

OBŁĘDNY PLACEK Z RABARBAREM




To bardzo wiosenne ciasto. Póki rabarbar jest młody, to trzeba absolutnie koniecznie placek z rabarbarem i kompot z rabarbaru robić.

Jest jeszcze kilka takich dań, które jednoznacznie i radośnie kojarzą się z porami roku
np. botwinka, szczawiowa, młoda kapusta, młode ziemniaki - właśnie teraz trzeba to wszystko robić i jeść.
Zaraz przyjdzie czas na ogórki, wiśnie, później pomidory, śliwki, jabłka, grzyby itd. aż do zimy, z jej kapustami, mięsami, kaszami i drożdżowymi ciastami :-)

No a na placek z rabarbarem potrzeba:

- ok. 1 kg rabarbaru. Obrać za skórki, pokroić w słupki (ok. 5 cm)

ciasto:
- 2,5 szkl. mąki
- 0,5 szkl. cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 4 żółtka
- kostka masła

A na górę - beza:
- 4 białka
- 1 szkl. cukru pudru

Najpierw ciasto.






Zagniatamy to trochę, nie za bardzo trzeba się starać i wyklejamy blachę.
Trochę ciasta trzeba zostawić do ozdoby, na wierzch.



Potem rabarbar.



Na to piana z białek, ubita ze szklanką cukru pudru.



Ozdobić resztą ciasta.



I do pieca. 40 minut, 180 st. I gotowe!



ABSOLUTNIE GENIALNE!!!
Co jedli - potwierdzą.












wtorek, 17 maja 2016

Szynka Vikingów



A. Postanowiłem zrobić, żeby godnie odwdzięczyć się obywatelom Svartafheimu na przecudowny dar - wspaniałą fajkę.

A szynka Vikingów to jedna z moich ulubionych wędlin i ulubionych dzieł kulinarnych.
Jest efektowna, bardzo dobra, szlachetna i wychodzi każdemu facetowi.
Dziewczynom pewnie też? Nie wiem. Nie sprawdzałem.


Zaczynamy jak zwykle:

Otwórz dobre wino.
No chyba, że masz porządny miód, np. miód Skaldów, to otwórz miód.




Weź szynkę. Moja miała ok. 1 kg. Ale nie ma co do wagi jakichś specjalnych zaleceń.


Piękna :-)


Potrzebne będą przyprawy:
1. sól,
2. czosnek,
3. inne tajemnicze dodatki, które akurat inspiracja ci podpowiada.

Mi Bogowie dzisiaj powiedzieli:
- Na Odyna! Kolendra! - mówi Odyn.
- Dodaje mądrości. Rośnie nad rzeką mądrości.
- Kminek. Będziesz miał męstwo i siłę - podpowiedział Thor.
- Bez jałowca, to będzie jak seks bez miłości - rzekła Freya.



Trzeba czosnek zgnieść, przyprawy zmielić i natrzeć solidnie szynkę.

Tu kilka uwag płynących z doświadczenia.

Sól. Używam kamiennej i taką każdemu polecam.
Że niby sól morska lepsza... No tak. Lepsza. Ale trzeba pamiętać, że sól kamienna też była morską, tylko przed milionami lat. Kiedy jeszcze morza były czyste. A jest w niej rozpuszczone tyle elementów i mikroelementów, że w dzisiejszej soli morskiej to nawet 1/100 tego nie ma.
Np. odchody dinozaurów, uznawane za wybitny afrodyzjak.

Czosnek. Duuuużo. Obojętnie jaki. Polski, chiński, czeski, czy inny - obojętnie. Byle dużo. Czosnek trzeba zgnieść lub zetrzeć na drobnej tarce.

Przyprawy. Nie używam gotowych zmielonych proszków, ani tym bardziej mieszanek. Najlepsze są świeżo mielone. Trzeba więc różnego rodzaju kulki, listki, strączki i inne takie kupować i samemu mielić lub ucierać tuż przed dodaniem do potraw. Takie są absolutnie najbardziej aromatyczne i zdecydowanie najlepsze.


Stosowanie świeżo-mielonych przypraw daje bardzo interesujący i zabawny efekt uboczny.
Mielimy te przyprawy w takim zwykłym elektrycznym młynku do kawy, który potem bywa używany właśnie do mielenia kawy, jak się akurat ziarnista trafi.
Nie macie pojęcia jak interesująco smakuje kawa z dodatkiem aromatu kolendry, kardamonu lub gałki muszkatołowej :-) Przebogactwo nowych, odkrywczych smaków!
O! Albo z anyżem! Bardzo dobra. Smakuje trochę jak ouzo, albo absynt.
Choć akurat ostatnio Ewa zrobiła kawę ze sporym dodatkiem pepperoni. Wow! Ostro było!
No to trzeba powiedzieć, że nie za bardzo polecam.



No a jak już szynkę się porządnie natrze, to odkładamy w pojemniku do lodówki na tydzień, codziennie odwracając.
Pojemnik lepiej zamknąć, bo silny aromat przypraw może nieco zakłócić smak innych smakołyków w lodówce. Np. bitej śmietany.

Teraz czekamy...

c d n



Po tygodniu w lodówce szynka wygląda tak:




Nie wiem, czy wiecie, ale jest bardzo ciekawy sposób wykorzystania w kuchni skarpet.
Lepiej jednak czystych.

Ze skkarpet (rajstop) da się zrobić rewelacyjną osłonkę do wędlin! Elastyczną, przewiewną i bardzo dobrze chroniącą przed jakimiś zanieczyszczeniami.

No to bierzemy sobie taką skarpetkę (taką przezroczystą, nylonową - damską)



I ubieramy w nią szynkę

Okręcamy. I z powrotem


I trzeci raz


Potem już tylko trzeba obwiązać sznurkiem, żeby zaczęła wyglądać



I taką wieszamy w suchym, przewiewnym miejscu, ca najmniej na tydzień.

c d n
















piątek, 11 grudnia 2015

PĄCZKI

Miało być coś słodkiego po południu i wyszły pączki.




Żadna robota. Szybko idzie. Nawet nie trzeba długo czekać, jak to zwykle przy drożdżowym,
bo ciasto robi się rzadkie i delikatne - szybko rośnie. Zwłaszcza jak dodać ciepłego mleka.


I tu moja ważna uwaga wynikająca z praktyki - nie ma inaczej - trzeba się napracować i nakląć trochę przy robieniu, czy to pączków, czy knedli, kopytek, klusków śląskich, pierogów itp.,
żeby po upieczeniu/ugotowaniu były cudownie lekkie i puszyste jak chmurka.

Trzeba żeby ciasto było delikatne, nie za gęste. Trudno się formuje i skleja, lepi się do rąk, rozpływa. No tak. Zrób twardsze - będzie łatwiej lepić, ale po ugotowaniu to taki "przemysłowy" gniot wychodzi, twardy zapychacz, że sobie można tym gwoździe wbijać!



Składniki:

40 dkg mąki (tortowa 450)
1/2 kostki drożdży (5 dkg)
2/3 szkl ciepłego mleka (nie gorącego broń Boże!)
1/3 kostki masła/margaryny
2 cukry waniliowe
1/2 - 1/3 szkl. cukru
1 jajo
1 łyżka spirytusu (lub octu od biedy)
szczypta soli
2 jabłka pokrojone na cząstki (mogą być powidła, marmolada, brzoskwinia)
aromat do ciast jeśli ktoś lubi (ja dałem rumowy - z jabłkiem pasuje idealnie)
olej do smażenia
cukier puder



Zaczynamy
Do miski mąka, drożdże, cukier, ciepłe mleko. Wymieszać.
Niech zacznie rosnąć.





Dodać resztę składników - posolić, jajo, roztopione masło, cukier waniliowy, spirytus (trochę mniej wtedy nasiąka tłuszczem podczas smażenia. Ocet daje mniej więcej to samo), aromat.
Potem mikserem (końcówki hakowe) wyrobić ciasto. Łatwo się miksuje i niezbyt długo, bo ciasto powinno być rzadkie. Lejące prawie.

Jak wyrośnie, a trwa to najwyżej 15-20 minut, to formujemy małe kulki z czymś w środku.
U mnie były jabłka. A można dodawać różne rzeczy - marmoladę, powidła, brzoskwinie -
albo nic nie dodawać. Jak się chce. A akurat jabłka sprawdzają się znakomicie!

Samo formowanie jest najtrudniejsze, bo ciasto rzadkie. Najłatwiej zrobić na początku pączki
bez niczego, bo takie kulki wystarczy utoczyć i już. Po usmażeniu można je strzykawą nadziać budyniem lub dżemem/powidłami/marmoladą. Jak się chce np. jabłka w środku, to trochę trzeba się namęczyć.

Ale ostrzegam! Nie można robić gęstego ciasta! Owszem, będzie wygodniej kulki lepić,
ale pączki-gnioty wychodzą.




I pokrojony ziemniak. Nie wiem czy to coś daje, ale zawsze babcia tak robiła i mówiła, że się tłuszcz nie przypala. Nie mam pojęcia? Może i tak. Ale ten ziemniak sam w sobie jest super i zawsze są na niego amatorzy. To taki bonus :-)


No i smażymy


W gorącym tłuszczu, ale na małym ogniu, bo sie przypalą!



Obracamy




Odsączamy z tłuszczu





Purujemy lub lukrujemy na koniec, jak jeszcze ciepłe.
Potem trzeba wystudzić, ale nie zawsze da się doczekać.
Tak ślinka cieknie i takie zapachy wokół, że przeważnie sporo znika zanim wystygnie,
dlatego trzeba od razu więcej zrobić, żeby na drugi dzień trochę zostało :-)





A! I nie jest prawdą, że od gorącego ciasta boli brzuch. Nie boli! :-)








poniedziałek, 7 grudnia 2015

Świąteczny makowiec

Niby normalny makowiec drożdżowy, ale jednak bardziej świąteczny niż inne :-)





Składniki:
- 60 dkg mąki pszennej (tortowa, wrocławska, poznańska)
- 1/2 kostki (5 dkg) drożdży
- 2/3 szkl. mleka
- 2 jaja
- 1/2 kostki masła (margaryny)
- 1/2 szkl. cukru
- szczypta soli
- cukier waniliowy (lub 2), olejek zapachowy (migdałowy, waniliowy, rumowy) - co kto lubi.
- 1/2 puszki gotowego maku do ciast (kiedyś się mieliło mak 3 razy przez drobne sitko i dodawało cukry, miodu i bakalii po swojemu, ale teraz idę na łatwiznę)


Do miski wsypać mąkę, zrobić dołek, wkruszyć drożdże, wsypać cukier, wlać mleko, wymieszać trochę, żeby się drożdże rozpuściły i żeby taki zaczyn się zrobił o gęstości śmietany. Odstawić na chwilę, aż drożdże zaczną pracować.



Dodać pozostałe składniki - cukier waniliowy, zapach, sól, rozpuszczone masło, jaja. Z jajek zostawić trochę bialka w szklance - będzie potrzebne, żeby posmarować ciasto przed włożeniem do pieca.



Wyrobić ciasto. Można ręcznie, można mikserem (końcówki hakowe). Nie ma się co za bardzo pieścić z drożdżowym. Czasem dłużej się wyrabia, czasem krócej - zależy od mąki.
Ważne, żeby nie było za gęste, bo gniot wyjdzie. Musi być delikatne i sprężyste.
Nie da się tego opowiedzieć - trzeba wypraktykować.


Odstawiś do wyrośnięcia. Na ogół ok. 40 min.



Podzielić ciasto na 4 równe części




Rozwałkować pierwszą część i nadać jej kształt koła.
Jeżeli ktoś niewprawny - można posłużyć się czymś okrągłym - garnkiem lub talerzem i obkroić równo.Ułożyć placek na papierze do pieczenia, równo rozsmarować mak







Na górę następny placek
Znowu rozsmarować mak




I następny, i znowu mak.
Aż wreszcie ostatni.


Potem robimy tak:


Kroimy nożem





Bierzemy dwoma rękoma dwa sąsiadujące frędzle i wykręcamy na zewnątrz.






Teraz, przed włożeniem do pieca smarujemy ciasto białkiem z jajka, zeby się upiekło na ładny złocisty kolor. Jak zapomnieliśmy o zostawieniu białka, to można posmarowac mlekiem.





I do pieca na ok. 40 min. 180 C.
Wyjmujemy gdy już wygląda tak






I na koniec trochę cukru pudru lub lukru, żeby było słodziutkie i wyglądało jak pokryte śniegiem.


A lukier to też rozległy temat.

Ja preferuję taki zwykły
- 2/3 szkl. cukry pudru
- odrobina gorącej wody i już.

Moje dziewczyny wolą, gdy dodam sok z pół cytryny i koniecznie startą skórkę cytrynową. Ma wtedy taki fajny odświeżający smak. Ale mi do makowca nie pasuje jakoś.

Stosuję też czasami dodatek cynamonu. Jest wtedy taki fajny cynamonowy, ale nie bialy - jasno-brązowy. Też mi za bradzo do makowca się nie komponuje.

A więc zwykły.

I mamy.




Poznaniak by powiedział: szneka z glancem.

Smacznego - świątecznego :-)