PĄCZKI
Miało być coś słodkiego po południu i wyszły pączki.
Żadna robota. Szybko idzie. Nawet nie trzeba długo czekać, jak to zwykle przy drożdżowym,
bo ciasto robi się rzadkie i delikatne - szybko rośnie. Zwłaszcza jak dodać ciepłego mleka.
I tu moja ważna uwaga wynikająca z praktyki - nie ma inaczej - trzeba się napracować i nakląć trochę przy robieniu, czy to pączków, czy knedli, kopytek, klusków śląskich, pierogów itp.,
żeby po upieczeniu/ugotowaniu były cudownie lekkie i puszyste jak chmurka.
Trzeba żeby ciasto było delikatne, nie za gęste. Trudno się formuje i skleja, lepi się do rąk, rozpływa. No tak. Zrób twardsze - będzie łatwiej lepić, ale po ugotowaniu to taki "przemysłowy" gniot wychodzi, twardy zapychacz, że sobie można tym gwoździe wbijać!
Składniki:
40 dkg mąki (tortowa 450)
1/2 kostki drożdży (5 dkg)
2/3 szkl ciepłego mleka (nie gorącego broń Boże!)
1/3 kostki masła/margaryny
2 cukry waniliowe
1/2 - 1/3 szkl. cukru
1 jajo
1 łyżka spirytusu (lub octu od biedy)
szczypta soli
2 jabłka pokrojone na cząstki (mogą być powidła, marmolada, brzoskwinia)
aromat do ciast jeśli ktoś lubi (ja dałem rumowy - z jabłkiem pasuje idealnie)
olej do smażenia
cukier puder
Zaczynamy
Do miski mąka, drożdże, cukier, ciepłe mleko. Wymieszać.
Niech zacznie rosnąć.
Dodać resztę składników - posolić, jajo, roztopione masło, cukier waniliowy, spirytus (trochę mniej wtedy nasiąka tłuszczem podczas smażenia. Ocet daje mniej więcej to samo), aromat.
Potem mikserem (końcówki hakowe) wyrobić ciasto. Łatwo się miksuje i niezbyt długo, bo ciasto powinno być rzadkie. Lejące prawie.
Jak wyrośnie, a trwa to najwyżej 15-20 minut, to formujemy małe kulki z czymś w środku.
U mnie były jabłka. A można dodawać różne rzeczy - marmoladę, powidła, brzoskwinie -
albo nic nie dodawać. Jak się chce. A akurat jabłka sprawdzają się znakomicie!
Samo formowanie jest najtrudniejsze, bo ciasto rzadkie. Najłatwiej zrobić na początku pączki
bez niczego, bo takie kulki wystarczy utoczyć i już. Po usmażeniu można je strzykawą nadziać budyniem lub dżemem/powidłami/marmoladą. Jak się chce np. jabłka w środku, to trochę trzeba się namęczyć.
Ale ostrzegam! Nie można robić gęstego ciasta! Owszem, będzie wygodniej kulki lepić,
ale pączki-gnioty wychodzą.
I pokrojony ziemniak. Nie wiem czy to coś daje, ale zawsze babcia tak robiła i mówiła, że się tłuszcz nie przypala. Nie mam pojęcia? Może i tak. Ale ten ziemniak sam w sobie jest super i zawsze są na niego amatorzy. To taki bonus :-)
No i smażymy
W gorącym tłuszczu, ale na małym ogniu, bo sie przypalą!
Obracamy
Odsączamy z tłuszczu
Purujemy lub lukrujemy na koniec, jak jeszcze ciepłe.
Potem trzeba wystudzić, ale nie zawsze da się doczekać.
Tak ślinka cieknie i takie zapachy wokół, że przeważnie sporo znika zanim wystygnie,
dlatego trzeba od razu więcej zrobić, żeby na drugi dzień trochę zostało :-)
A! I nie jest prawdą, że od gorącego ciasta boli brzuch. Nie boli! :-)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz